Ostatnie kilkanaście dni to zimowa (czytaj: smogowa ) rozgrzewka, która przyszła do nas za sprawą mroźnej i bezwietrznej pogody. Wszyscy o smogu wiedzą. Wszyscy nie raz poczuli, co znaczy zapach sadzy. Jednak temat nie był zbyt nośny, bo takiego smogowego armagedonu jeszcze w Polsce nie było. Nie inaczej było na Witolinie. Przez kilkanaście ostatnich dni "normą" na Witolinie był poziom pyłów zawieszonych PM10 i PM2.5 przekraczający całodobowo wartość 200 µg/m3 (poziom alarmowy to 50 µg/m3). Teraz, gdy piszę te słowa wartości PM10 i PM2.5 przekraczają poziom alarmowy. Gdy mieszka się na wysokości 40 metrów nad poziomem terenu, a większość okolicznych kominów kopci 10-20 metrów nad poziomem terenu, to można dostać do wiwatu. Wiem o czym piszę, bo mam to prawie na co dzień. Również w okresie letnim, przy bezwietrznej pogodzie zapach sadzy wciska się w każdy kąt (Ostrobramska za przysłowiowym rogiem, a na niej 5 pasów ruchu zapchanych kopciuchami, które częściej tutaj stoją...